Close
Type at least 1 character to search

Archiwa rodzinne

 

Archiwa rodzinne to temat bardzo powszechny i wyjątkowy jednocześnie. Wszyscy wśród swoich osobistych pamiątek posiadamy w domach albumy fotograficzne, których oglądanie jest czymś zupełnie zwyczajnym, a jednak ich szczególny charakter, będący na pograniczu wielu aspektów, tych teoretycznych i praktycznych, zwraca uwagę reprezentantów różnych dziedzin. Fotografia rodzinna jest więc tematem dla miłośników i dla specjalistów, jednym słowem – dla wszystkich.

Punktem wspólnym, który łączy różnorodność archiwów rodzinnych, jest pamięć. Fotografie rodzinne bez pamięci osób z rodziny nie pełnią swojej głównej funkcji. To my jesteśmy ich pamięcią – przekazujemy historię dla następnych pokoleń, tym samym wskazując na to, co jest istotne dla naszych współczesnych czasów. Podczas dzielenia się wspomnieniami, nie tylko w rodzinie, lecz również w gronie innych osób, wymieniamy się wspólnymi doświadczeniami związanymi z poczuciem własnej tożsamości, które stanowią znaczenie tego, kim jesteśmy teraz.

Temat archiwów rodzinnych jest niezmiernie ważny zwłaszcza w kontekście współczesnych zmian. Jesteśmy w szczególnym momencie historii, w którym nie tylko materialność fotografii rodzinnych przekształca się z analogowej w cyfrową, lecz również ze względu na zaistnienie różnych sposobów obchodzenia się z tego rodzaju materiałami w przestrzeni wirtualnej. Wszelkie działania związanie z archiwami rodzinnymi są więc nie tylko indywidualną kwestią właścicieli osobistych pamiątek, ale również ogólnym świadectwem współcześnie dziejącej się rzeczywistości.

 

Marcela Paniak, kuratorka projektu

Felietiony

Marcela Paniak i Uczestnicy projektu

Fotografia rodzinna jako świadectwo czasu.

Fotografia rodzinna jest wyjątkowym rodzajem fotografii. To, że posiadamy ją w swoich domach wszyscy, jest dla nas czymś zwyczajnym, a jednak zajmują się nią również specjaliści różnych dziedzin. Dla nas najważniejszy w fotografii rodzinnej jest jej aspekt użytkowy – wspólnie z rodziną, przeglądając albumy, przypominamy sobie historie naszych babć i dziadków, dzielimy się naszymi wspomnieniami, zastanawiamy się nad naszą własną indywidualnością. Z punktu widzenia osób zajmujących się jej różnymi aspektami, fotografia rodzinna posiada dwoisty charakter. Z jednej strony odwzorowuje obraz rzeczywistości, z drugiej strony posiada cechy wynikające z osobistych działań jej użytkowników. W takim razie w jakim stopniu fotografia rodzinna jest wiernym świadectwem historii naszej rodziny?

Pierwsza fotografia powstała w 1826 roku za sprawą francuskiego inżyniera Josepha Nicéphore’a Niépce’a, a już w drugiej połowie XIX wieku fotografia rozpowszechniała się nie tylko wśród profesjonalistów, ale również wśród miłośników. Każdemu zależało na tym, aby mieć przy sobie wizerunki osób z rodziny. Dokładnie w 1854 roku francuski fotograf André Adolphe-Eugène Disdéri spopularyzował carte de visite poprzez wykonywanie klientom kilku portretów na raz w wymiarach wizytówkowych podczas jednej wizyty w atelier fotografa. Kilkadziesiąt lat później, w 1888 roku, amerykański przemysłowiec George Eastman jako właściciel firmy Kodak wypromował hasłem „You press the button, we do the rest” aparaty fotograficzne, które z przewijanym materiałem światłoczułym wykorzystywanym przy wielorazowym naświetlaniu stały się narzędziem samodzielnego użytku. Fotografowanie swojej rodziny stało się już codziennością.

Właściwości mechaniczne aparatów fotograficznych sprawiają, że fotografia jest rejestracją tego, co widzimy na własne oczy. Jednak rola fotografa powoduje również to, że fotografie są pewnego rodzaju komentarzem interpretującym świat dookoła nas. Tę dwoistą sytuację podobnie określali również filozofowie zajmujący się tematem fotografii. Między innymi filozof Roland Barthes zwracał uwagę na to, że fotografuje się rzecz koniecznie realną, bez której nie byłoby fotografii, co jest równoznaczne ze stwierdzeniem „To-było”*. Natomiast filozof Vilém Flusser podkreślał, że fotografia nie jest rzeczą samą w sobie, lecz że jest przedstawieniem tego, jaka rzecz była*. Fotografie rodzinne są właśnie przykładem na to, że oglądając zdjęcia z albumów rodzinnych poznajemy naszą historię w dwojaki, lecz integralny sposób, czyli nie tylko zastanawiając się „co to było”, ale również poprzez refleksję „jakie to było”. A nasze poszczególne wspomnienia zawsze uwarunkowane są konkretnym światopoglądem, który zmienia się w różnych momentach życia każdego z nas.

* R. Barthes, „Światło obrazu. Uwagi o fotografii”, Warszawa 2008.
* V. Flusser, „Ku filozofii fotografii”, Katowice 2004.

Fotografie uczestników projektu:

Fotografia z archiwum Weroniki Girys-Czagowiec.

„Bronek z kolegami. Zdjęcie na boisku zostało wykonane na terenie przy ówczesnej kawiarni Łobzowianka w Warszawie, w miejscu, gdzie wcześniej stała cerkiew św. Michała Archanioła. Widoczne w tle budynki to teren Szpitala Ujazdowskiego. Miejsce zostało ustalone dzięki portalowi Warszawska Identyfikacja. Bronek zginął w Powstaniu Warszawskim wkrótce po ukończeniu 18 lat”.

Fotografia z archiwum Mateusza Janika.

„Zdjęcie zostało zrobione w Krakowie na terenie supermarketu przy ul. Wielickiej w 2000 roku. Jest to jedyny polaroid znajdujący się w archiwach mojej rodziny. Przedstawia mnie i moją mamę podczas obchodów Dnia Dziecka w pierwszym wielkopowierzchniowym sklepie w Krakowie, który nazywał się Hit. Zdjęcia polaroidowe były jedną z atrakcji w programie – zatrudniona hostessa fotografowała uczestników robiących zakupy i wręczała zdjęcie za darmo w ramach promocji imprezy i sklepu. Hit już nie istnieje, a na jego miejscu znajduje się obecnie Tesco”.

Fotografia z archiwum Aleksandry Munzar.

„Jest to zdjęcie mojego przyszywanego dziadka, Adama Muszyńskiego. To wspaniała, ale zapomniana postać. Był członkiem Chóru Czejanda – pierwszego polskiego boysbandu, wykonującego przepiękne piosenki, które nucimy do dziś: «Autobus czerwony», «Jak przygoda, to tylko w Warszawie», «Kiedy rano jadę osiemnastką»”.

Fotografia z archiwum Krzysztofa Oleksiaka.

„Jest sierpień 2001 roku w Warszawie. Moja mama pokazuje mi i mojej kuzynce chomika należącego do sąsiadki naszej prababci. Jest to scena z podwórka przed jej blokiem”.

Fotografia z archiwum Nikoli Skopowskiej.

„Jest styczeń 2019 roku, siedzimy w pokoju gościnnym mojej babci, a ta pokazuje mi zdjęcie, które znalazła. Na zdjęciu, które trzyma w dłoniach, widać ją i mojego świętej pamięci dziadka, kiedy jeszcze byli młodzi, na ich twarzach widać prawdziwe szczęście. Nad nią widać wszystkie zdjęcia ślubne mojej rodziny: najstarsze mojej babci i dziadka, późniejsze mojego wujka i cioci, a kolejne mojej mamy i taty. Cała historia, która doprowadziła nas do tego momentu”.

Fotografia z archiwum Salomei Skroś.

„Zdjęcie ukazuje pierwszą wspólną Wigilię u dziadków, która stała się potem naszą tradycją. Lębork, 24 grudnia 2001 roku”.

Fotografia z archiwum Patrycji Węglarz.

„Na zdjęciu są moi rodzice – Małgośka i Robert z ich nowym samochodem, jadą na ślub mojej cioci. Lata 90. XX wieku”.

Fotografia z archiwum Małgorzaty Zelek.

„Na zdjęciu jest moja babcia Halina Henning, słupszczanka pochodzenia niemieckiego. Zdjęcie zostało zrobione jeszcze za czasów panieńskich. Rok później moja babcia wyszła za mąż za dziadka Stanisława Zelka, który przyjechał z Małopolski w poszukiwaniu pracy. Babcia zmarła w 2011 roku. Nie znam konkretnej historii tego zdjęcia, jest zapisem czasu. Ciekawy jest dla mnie kontekst Niemców pozostałych na terenach wybrzeża po wojnie. Babcia w latach 80. lub 90. poszła na kurs języka niemieckiego, żeby przypomnieć sobie rodzimy język. Prowadziła też korespondencję z koleżankami z Niemiec. Przy łóżku miała zawsze pełno kaset z niemieckimi szlagierami, przy których zasypiała. Oryginalne zdjęcie ma zgięcie w połowie, a to jest przeze mnie retuszowane jakiś czas temu”.

Czy fotografie rodzinne pomagają nam pamiętać?

 

Doskonale wszyscy znamy takie spotkania rodzinne, podczas których ktoś nagle decyduje: „Sfotografuj to, będzie na pamiątkę!”, i z których zostaje nam fotografia z podpisem „Na wieczną pamiątkę zachowujemy naszą podobiznę”. Ale przecież każdy z nas doświadczył też takiej sytuacji, w której stwierdza się: „To wspomnienie z mojego dzieciństwa, ale już sam nie wiem, czy pamiętam to tylko dlatego, że zostało sfotografowane?”. Czy fotografie rodzinne sprawiają, że pamiętamy sytuacje lepiej, czy gorzej?

Fotografia rodzinna nierozerwalnie łączy się z tematem pamięci w różny sposób. Albo fotografujemy coś, żeby zapamiętać, lub już pamiętamy historię, bo posiadamy fotografie w albumie rodzinnym, czy też jesteśmy w stanie coś sobie przypomnieć, tylko na podstawie fotografii. Zwyczajem jest dzielenie się pamięcią w swoim gronie rodzinnym. Ale czy zawsze jesteśmy świadomi, jak bardzo nasze własne wspomnienia dotyczące jednego zdarzenia różnią się przywoływane na innych etapach naszego życia?

Wiadomym jest, że fotografia jest informacją o tym, co pamiętamy. Ale niezwykle ważnym aspektem jest to, że my sami w różnych sytuacjach życiowych decydujemy o tym, jak coś pamiętamy. Ten proces pamięciowy zobrazowała w swoich słowach kulturoznawczyni Marianna Michałowska, porównując wywoływanie i utrwalanie wspomnień z wywoływaniem i utrwalaniem fotografii w procesach fotograficznych – wydarzenie z przeszłości to jeden niezmienny materiał negatywowy, a nasze wspomnienia o tym wydarzeniu to kolejne zmieniające się obrazy pozytywowe, które mogą być za każdym razem powtórzone w inny sposób*. Pamięć o jakimś wydarzeniu jest więc uwarunkowana sytuacją, w której wspominamy.

Ale czy tylko? Również to, jak pamiętamy, uwarunkowane jest obecnością samej fotografii. Zwróćmy uwagę na to, że z jednej strony fotografia służy pamiętaniu wydarzeń z przeszłości. Fotografie przypominają nam o innych ludziach, miejscach, czasach, o których być może nie pamiętalibyśmy, gdyby nie istnienie fotografii. Jednak miejmy na uwadze również to, że z drugiej strony fotografia przeciwdziała pamiętaniu naszych wspomnień żywych, czyli takich, które zapamiętalibyśmy bez wspomagania się fotografiami. Oglądanie fotografii sprawia, że przestajemy pamiętać coś na swój własny sposób, a zaczynamy pamiętać fotografie same w sobie. Wspomnienie staje się życiem fotografii. Jest to bezpowrotny proces zmieniania swojej pamięci, ponieważ fotografia nie jest w stanie przenieść nas we wspomnienie nienaruszone świadomością jej fotograficzności.

* M. Michałowska, „Obraz utajony. Szkice o fotografii i pamięci”, Kraków 2007.

Fotografie uczestników projektu:

Fotografia z archiwum Martyny Basty.

„Jest to archiwalna fotografia wykonana przez mojego tatę w 1998 roku. Nie wiem, jakie konkretne historie wiążą się z tym obrazem, ale mogę opowiedzieć o odczuciach i mglistych wspomnieniach. Na fotografii uchwycona została największa frajda mojego dzieciństwa – przejażdżka na taczce pchanej przez ukochanego, świętej pamięci, dziadka Jana. Kiedy prosiłyśmy go o podróż takim wehikułem, zabierał nas na wycieczkę po wsi, wśród łąk i zapachu żniw. Na końcu lądowałyśmy zawsze miękko, z uwagi na asekuracyjne właściwości gór usypanych ze świeżo skoszonej trawy”.

Fotografia z archiwum Joanny Bubak.

„Znalazłam te zdjęcia w albumie, który dostałam od swojej mamy. Niestety, nie poznaję nikogo z tych zdjęć. Nie są one również opisane. Przeglądając inne stronnice albumu, przypuszczam, że zdjęcia z misiem zostały wykonane w latach 30. Rozśmieszyło mnie to, że motyw misia polarnego jest modny od «samiuśkich Tater», aż po… wybrzeże. Przeglądanie rodzinnego archiwum było dla mnie wyjątkową przyjemnością, podróżą w czasie”.

Fotografia z archiwum Marty Bystroń.

„Alojzy Bystroń był artystą rzeźbiarzem i Góralem. Był również moim dziadkiem. Zmarł, gdy miałam 10 lat, przez co nie zdążyłam go za dobrze poznać. Spotkałam go kilka razy w życiu. Byłam również dwa razy w jego pracowni. Tworzył od dużych rzeźb, kilkumetrowych mebli, do małych zawieszek, pierścionków, figurek. Robił misy, lampy, stoły, taborety, popielnice, drzwi i framugi, fantazyjne skrzynie z okuciami, drewniane kolie, półki, świeczniki, figury szachowe. W swojej twórczości łączył umiejętności warsztatowe, stolarskie z wrażliwością rzeźbiarską. Ożywiał drewno i nadawał mu przyjemnej plastyki. Staram się, aby pamięć o jego osobie i jego twórczości nie zaginęła, ponieważ był barwną postacią w świecie sztuki. Mam w posiadaniu archiwum fotograficzne, które wyciągam na światło dzienne przy nadarzających się okazjach”.

Fotografia z archiwum Ewy Ciosek.

„To jest moja prababcia – czyli tak zwana babcia Bebcia. Mama mojej babci. Zdjęcie z lat 20. XX wieku. Wykonane prawdopodobnie w Zakopanem, gdzie wtedy mieszkali. Pradziadek Jan Walc był wtedy dyrektorem Szpitala w Zakopanem”.

Fotografia z archiwum Zuzanny Głód.

„Na zdjęciu jestem razem z mamą. Pamiętam, że byliśmy na nartach, było dużo słońca, a wieczorami graliśmy w karty”.

Fotografia z archiwum Marceliny Mączewskiej.

„Zdjęcie powstało w 1993 roku lub 1994 roku w Opocznie, rodzinnym mieście mojej mamy. To właśnie ona przekręca z gracją naleśnika, a obok niej z kawką i papieroskiem siedzi moja babcia. W tle obrzydliwy zlew (tak skomentowała to moja mama, widząc to zdjęcie po latach), nad głową pranie – piękna polska scenka rodzajowa z lat dziewięćdziesiątych”.

Fotografia z archiwum Hanny Nawrot.

„Rok 1980, Piotr Nawrot, mój tata i jego pierwszy w życiu samochód. Pojechał tu na pierwszą wycieczkę tym samochodem z Gdyni do Zakopanego. Jedna osoba całą drogę przejechała w bagażniku. Dodatkowo samochód zepsuł się po dojechaniu na miejsce”.

Fotografia z archiwum Jakuba Sosnowskiego.

„Sierpień 1991. Grotniki. Moje pierwsze wakacje”.

Nasza tożsamość, czyli kim jesteśmy na fotografiach rodzinnych.

Oczywistą sytuacją jest, w której oglądamy albumy rodzinne i komentujemy poszczególne fotografie słowami: „To ja!”, albo: „To moi rodzice!”. Zastanawiając się nad tym bardziej szczegółowo, warto byłoby zaznaczyć, że są to ich wizerunki. Jest to ważne, jeżeli uświadomimy sobie, że między tym, kim jesteśmy, a tym, jak wygląda się na fotografiach i w jaki sposób pamięta się o ludziach jest jeszcze etap tworzenia i interpretowania wizerunku rodzinnego.

Dlaczego tworzyć własny wizerunek za pomocą fotografii? Pewnie dlatego, że fotografia jest trwałym śladem materialnym, który uważamy za świadectwo historyczne. Służy więc jako powszechne narzędzie, poprzez które jesteśmy w stanie stworzyć wizerunek nas samych dokładnie w takim sposób, w jaki nam się to podoba. Kto nie skorzystałby na tym, żeby sfotografować siebie w najlepszej swojej wersji – wyglądając korzystnie, w otoczeniu lubianych krewnych, na tle świadczącym o naszej życiowej pomyślności – żeby właśnie w taki sposób zostać zapamiętanym? W takim razie gdzie jest granica między działaniami, które uznawane są za neutralne, a działaniami, które świadczą o celowym zmienianiu wizerunku swojej rodziny?

Album rodzinny jako całość stanowi spójną historię świadczącą o wspólnocie rodzinnej. Cytując znaną krytyczkę sztuki fotograficznej Susan Sontag, „poprzez fotografie każda rodzina stwarza swoją kronikę pisaną portretami – przenośny zestaw obrazków, które zaświadczają o wspólnym życiu”*. Fotografie w albumie rodzinnym są więc materiałem, który sprzyja nakierowywaniu na konkretną interpretację wizerunku rodziny. A elementów, którymi operujemy, jest wiele, jak chociażby retusz pozytywu i negatywu, dodawanie lub odejmowanie elementów w kompozycji, wybór szczególnych fotografii i ich kolejność w albumie rodzinnym, komentarz ustny i pisemny towarzyszący fotografiom. Wszystkie te działania są nie bez znaczenia, jeśli chodzi o wizerunek naszej rodziny, w tym nas samych.

Fotografie z albumów rodzinnych stanowią okazję, aby skonfrontować się ze swoim własnym wizerunkiem z przeszłości. Zwykle w takich momentach zastanawiamy się: „To ja?”, „Taki byłem?”, „To mój wygląd?”. Nigdy nie jesteśmy pewni, czy to właśnie my, ponieważ wciąż się zmieniamy. Jedynie fotografia zatrzymująca czas oraz wspomnienia innych osób z rodziny są w stanie poświadczyć, że to my w przeszłości. Oglądanie siebie na fotografiach w swoich różnych wersjach sprawia, że przenosimy się w rozważania spoza płaszczyzny samej fotografii. Wiecznie stawiamy sobie pytanie „kim jestem?”, na które nigdy nie jesteśmy w stanie raz na zawsze ustalić ostatecznej odpowiedzi.

* S. Sontag, „O fotografii”, Kraków 2009.

Fotografie uczestników projektu:

Fotografia z archiwum Jagi Bjeńkovej.

„Odziedziczyłam pod lasem dom, prawie czterohektarowy ogród, a w sąsiedztwie hipnotyzujące łąki. W zasięgu ręki grusza i dzika czereśnia, na którą dawniej wspinałam się razem z tatą. Stąd pochodzę, z Karkonoszy, wychowały mnie te drzewa, te łąki i duchy tutejszych lasów. Tu tęskniłam. To opowieść o powrocie, powrocie do wartości, powrocie do natury, do tego, co ważne. To opowieść przede wszystkim o ciszy z głębi, łagodnym strumieniu myśli, wewnętrznym balansie”. Podpis pod fotografią: „Właśnie kończę dwa latka – podobno, bo kompletnie nie pamiętam, jak to jest być w takim małym ciałku”. Wybrana fotografia jest częścią projektu „Cisza po Burzy” zrealizowanego przez autorkę.

Fotografia z archiwum Izabelli Mousa.

„W wieku 10 lat poznałam swoją nową rodzinę, tak odległą od tej, którą miałam. Nie łączą mnie z tą rodziną żadne więzy krwi, choć mówią mi «siostra», «cioteczna córka», «wnuczka», a ja używam zwrotów «brat», «ciocia», «wujek», «dziadek». Chcę wam przedstawić moją arabską rodzinę i ich ciekawe historie. Rok 1971, miejsce to Zarqa w Jordanii. Muhhamed to jeden z fajniejszych wujków, zawodowy kierowca, miał serce na dłoni i żonę, która świetnie gotowała. Nie mogli mieć dzieci, i nie wiem, jak wpadli na pomysł, że siostra żony oddała im syna na wychowanie, adoptowali go, traktowali jak własnego, był nawet podobny do przyszywanych rodziców”.

Fotografia z archiwum Justyny Orłowskiej.

„Zdjęcie przedstawia kwiaciarnię mojej babci Danusi, która mieszkała w Chicago ponad 30 lat. Na zdjęciu jestem ja, gdy przyleciałyśmy do mojej babci z mamą do Chicago. Miałam wtedy 3 lata. Był to rok 1991. Mało pamiętam, ale mama mówiła, że bawiłam się w garderobie babci. Obecnie babcia Danusia ma 85 lat. A ja odkrywam w sobie podobne pasje – zamiłowanie do mody, pięknych przedmiotów, sztuki. W mojej rodzinie nie ma nikogo, po kim mogłabym otrzymać zdolności plastyczne. To pojawiło się u mnie nagle. W miarę upływu czasu i przepakowywaniu rzeczy babci, myślę, że to mogłam odziedziczyć po niej. Moja mama powtarza, że widzi w nas wiele podobnych cech, zwłaszcza miłość do «gepardzich cętek» na ubraniach i w garderobie”.

Fotografia z archiwum Michała Pańczyka.

„Piramida rodziny. 2002, Suszno”.

Fotografia z archiwum Małgorzaty Pawlak.

„Zdjęcia stanowią pulsującą migawkę, projekcję ze skrawków, rozczłonkowanych, nieczytelnych doświadczeń, historii, które zamiast w pamięci, odcisnęły się tylko na światłoczułej błonie. Nie pamiętam swojego dzieciństwa, jedyne, co mi po nim pozostało to fotografie – cenniejsze tym bardziej, że nigdy nie widziałam na swojej twarzy uśmiechu tak szczerego, szerokiego i prostego, jak właśnie wtedy, z czasu, który bezpowrotnie zaginął”. Wybrana fotografia stanowi element całej serii autorskiej.

Fotografia z archiwum Katarzyny Pruszkiewicz.

„Noszę w kalendarzu zdjęcie mężczyzny, którego nie znam. Obok niego jest inny mężczyzna, którego nie mam prawa znać. Noszę je ze sobą, bo kalendarz mam zawsze przy sobie od ponad roku. Gdy zmienił się rok, zdjęcie zmieniło kalendarz. (…) Zabrałam je z rodzinnego albumu, z rodzinnego bałaganu i wyciągnęłam spośród innych zdjęć, które nie uśmiechały się do mnie tak, jak to. (…) W wieku 22 lat zadaję pytanie: «Babciu, a jak wyglądał dziadek»? Mam tyle lat i nie widziałam nigdy dziadka. Mam tyle lat i nie myślę o dziadku. Nie ma dziadka. Jest tylko dziadek od mamy i jedna babcia od taty. Myślę: «Czemu nie wiem, jak wyglądał dziadek»? Babcia się dziwi. (…) Mimo to rodzinne albumy babci, trzymane pod kluczem w meblach, wychodzą przed moje ręce. I jest jakoś dziwnie. Wiele razy oglądałam zdjęcia u babci, niektóre dobrze pamiętam, na niektórych kojarzę osoby. (…) Mam przed sobą zdjęcie dwóch obcych mężczyzn. Jeden z nich w białej koszuli i w czarnej marynarce, nie patrzy w obiektyw i siedzi. Drugi z nich dotyka ręką ramienia pierwszego i patrzy na wprost, na mnie. Nie muszę już pytać babci, aby rozpoznać. Biała koszula i czarna marynarka – dziadek”. Jest to fragment tekstu autorki.

Fotografia z archiwum Katarzyny M. Sosnowskiej.

„Projekt «Tożsamość» bazuje na serii archiwalnych zdjęć, wyjętych z rodzinnego albumu. Jest próbą zbadania osobistej relacji między mną a moją mamą, odrębnej a zarazem wspólnej tożsamości. Projekt składa się z dyptyków złożonych z oryginalnych fotografii przedstawiających moją mamę i lustrzanych fotomontaży z moją sylwetką”. Wybrana fotografia jest częścią projektu „Tożsamość” zrealizowanego przez autorkę.

Fotografia z archiwum Sonii Wąsowskiej.

„Autorem wszystkich fotografii jest Jarosław Jativa (1966-1994). Miał rewelacyjną pasję – tworzył slajdy ze swoich zdjęć. Efektem jego starań jest ogromne rodzinne archiwum dokumentujące miłe momenty – podróże i spotkania. Robił też piękne zdjęcia swojej żonie, Dorocie Jativie (1966-2012). Ponieważ już od jakiegoś czasu nie ma ich obojga, nie znamy historii większości zdjęć. Akurat to zdjęcie jest z podróży służbowej Jarosława Jativy do Chin. Data nieznana”.

Fotografia rodzinna między życiem a śmiercią.

Rozmowy z osobami z rodziny przy okazji wspólnego oglądania albumów wskazują na to, że fotografie rodzinne to sposób na połączenie świata żywych ze światem zmarłych. Rzeczywiście, fotografia ma w sobie w tym temacie coś niewytłumaczalnie magicznego. Fotografie rodzinne z jednej strony są świadectwem istnienia i zapewniają życie wieczne sportretowanym osobom, ale z drugiej strony są również świadectwem tymczasowości i wciąż przypominają o śmierci.

Ten związek między życiem a śmiercią istnieje również w momencie samego patrzenia w oczy ludzi na fotografiach rodzinnych. Spojrzenie innych ludzi uwiecznione na fotografii na zawsze pozostanie takie, jakie było w chwili fotografowania, nawet gdy tej osoby już z nami nie ma. W związku z tym fotografia rodzinna posiada w sobie coś bardzo osobliwego, ponieważ z jednej strony patrzymy w oczy, które poprzez uwiecznienie na fotografii są dowodem trwania, ale z drugiej strony wraz z mijającym czasem są dowodem skończoności. Wydaje się, że to potomkowie przeglądają fotografie swoich przodków, wymieniając spojrzenia, a może to przodkowie przeglądają spojrzenia kolejno przemijających po sobie potomków następnych pokoleń. Tego rodzaju refleksje wynikają z niejednoznacznego charakteru fotografii rodzinnych.

Jednak ta zagadkowa istota fotografii związana jest ze szczególnym rodzajem spotkań w gronie rodzinnym również w bardziej dosłowny sposób. Według socjologa Tomasza Ferenca, wspólne oglądanie albumów pełni kilka funkcji, to znaczy dla młodszych członków rodziny jest to okazja, aby poznać swoich przodków, zaś dla starszych członków rodziny jest to sposób przekazywania pamięci potomnym, zatem „przestrzeń albumu rodzinnego jest miejscem symbolicznego zetknięcia się różnych pokoleń”*. O roli albumu fotograficznego w znaczeniu rodzinnym pisze również literaturoznawczyni Marianne Hirsch, twierdząc, że „zdjęcie rodzinne zarówno przedstawia spójność rodziny, jak i stanowi narzędzie tworzenia wspólnoty tej rodziny”*. Niezmiernie ważne są więc spotkania w gronie rodzinnym, aby upamiętniać osoby z rodziny, których już z nami nie ma, a istnieją w naszej pamięci poprzez fotografie rodzinne.

* T. Ferenc, „Fotografia. Dyletanci, amatorzy i artyści”, Łódź 2004.
* M. Hirsch, „Family frames: photography, narrative, and postmemory”, Cambridge 1997.

Fotografie uczestników projektu:

Fotografia z archiwum Kingi Bielec.

„Rok 1964, Wrocław. Mój tata, Alfred Bielec (w środku), z kolegami pozuje do zdjęcia, a w tle wrocławski stadion. Z wyglądu nie powiedziałabym, że mają po dziewiętnaście lat. Ubrani w koszule, marynarki i spodnie zaprasowane w kantkę. I te buty z noskiem. Jedynie ich twarze mogą zdradzać młodzieńczą beztroskę. Zdjęć jest więcej. Wydaje się, że zrobione są w tym samym czasie, ale podpowiedź już nie przyjdzie, więc celuję, analizując ubrania. Odkrywając te tropy, czuję się jak detektyw. Brakuje mi jeszcze szkła powiększającego, bo w wielu przypadkach pomogłoby to uwidocznić ukryte szczegóły. Wiem, że w pracowni taty znajdę takie szkło, więc nie zastanawiam się długo i jadę po narzędzie buszującego w pamięci”. Oprócz wybranej fotografii autorka prezentuje więcej swoich materiałów z domowego archiwum w wersji internetowej.

Fotografia z archiwum Natalii Godek.

„Frysztak to moje rodzinne strony. Na zdjęciu jest mój pradziadek i dziadek. Sadzenie ziemniaków odbywało się na przełomie kwietnia i maja. Około roku 1960 (kiedy zostało wykonane to zdjęcie) prace były wykonywane przy pomocy konia i narzędzi do zaprzęgu konnego, których używano tylko do robienia rzędów. Sadziło się ręcznie z koszyków, które były ręcznie plecione z wikliny przez mojego dziadka. Zakopywanie również wykonywało się ręcznie (niedługo później ten etap pracy też został zastąpiony pracą zaprzęgu konnego). Trwało to cały dzień. Przy tej pracy pomagali sobie nawzajem najbliżsi sąsiedzi lub rodzina (około 12 osób). Z opowiadań babci wynika, że była to bardzo przyjemna i stosunkowo lekka praca w porównaniu do innych robót polnych. Mogli się spotkać w większym gronie, porozmawiać i pośmiać się. W przerwach siedzieli na koszyczkach, palili papierosy, a nawet zdarzyło się wypić jakąś naleweczkę. Nie było to tak huczne jak zbiory ziemniaków (gdzie świętowano po całym dniu pracy), aczkolwiek wywoływało u nich tę samą radość z dobrze wykonanej pracy i myśli o udanych zbiorach. Ciekawym zwyczajem było przewrócenie kogoś na ostatni rządek posadzonych ziemniaków, by warzywa te wyrosły duże. «Nasz dziadek Michałek był spryciarz do tego» – mówi babcia, śmiejąc się i wspominając, jak dziadek przewracał sąsiadkę”.

Fotografia z archiwum Weroniki Kann.

„Warszawa, 1965, autor nieznany. Lubię patrzeć na to zdjęcie. Widać na nim moją babcię stojącą obok obelisku ku czci ofiar Pawiaka. Babcia, metr sześćdziesiąt, i obelisk, metrów sześć. Ta dysproporcja mnie wzrusza. Moja babcia była autorką projektu tego obelisku. Co więcej, sama go wykonała. Kiedy patrzę na to zdjęcie, przypomina mi się historia, którą opowiadała mi mama. Prace nad tym projektem okazały się najtrudniejszym wyzwaniem całego artystycznego życia mojej babci. Projekt wymagał ogromnego fizycznego poświęcenia, ale też zmuszał do walki ze środowiskiem. Mało komu mieściło się wtedy w głowie, że drobna kobieta może samodzielnie przygotować tego typu rzeźbę. Czasem myślę, że moja babcia walczyła o siebie w tym miejscu dwa razy – najpierw jako więźniarka w 1941 roku, a potem jako artystka w 1965 roku”.

Fotografia z archiwum Kacpra Nowaka.

„Niezwykły, uratowany cudem zbiór ponad dwóch tysięcy fotografii wykonanych przez Wincentego Podolaka i jego siostrę Teodozję (z domu Podolak) w większości pochodzi z lat 1942-1946. Zdjęcia wykonano w gminie Skierbieszów oraz w okolicznych miejscowościach. Trafiły do Adama Gąsianowskiego, właściciela Muzeum Fotografii w Zamościu przez przypadek (…)”. Autorem fragmentu tekstu jest Bogdan Nowak, całość tekstu opublikowano w albumie pt. „Skarb znaleziony na strychu”. Wybrana fotografia jest jedną spośród wielu z całego zbioru. Cała kolekcja opracowana w 2016 roku liczy około 2 tysiące negatywów i prezentuje fotografie autorstwa Wincentego i Teodozji Podolaków z lat 1942/1943 z okolic gminy Skierbieszów.

Fotografia z archiwum Pauliny Piór.

„Moja prababcia z dziećmi w domu na pomorzu po przeprowadzce”.

Fotografia z archiwum Jakuba Siedleckiego.

„Dziadek i mama. Warszawa, Bielany, lata 50”.

Fotografia z archiwum Doroty Stolarskiej.

„Zdjęcie zostało zrobione w mieszkaniu moich dziadków przy ulicy Pięknej w Warszawie. Wyciągnęłam je z rodzinnych albumów w połowie zeszłego roku, kiedy zapadła decyzja, że mieszkanie zostanie wystawione na sprzedaż. Od 2018 roku realizuję projekt fotograficzny związany z tą przestrzenią i moją relacją zarówno z nią, jak i z przedmiotami, które się w niej znajdowały. Praktycznie do zeszłego lata wszystko tam wyglądało tak samo jak na zdjęciach. Obecnie jest to pusta przestrzeń z czystymi odmalowanymi ścianami. Na zaprezentowanym zdjęciu, śniadanie wielkanocne, pokój, w którym mieszkała moja prababcia. Mam rok i prawdopodobnie udaję, że umiem zagrać «Wlazł kotek na płotek» na pianinie mojej babci, zabranym jeszcze z jej rodzinnego domu na Pradze. Obecnie, kompletnie rozstrojone, stoi w moim mieszkaniu. Mimo, że nie umiem grać, nie potrafiłam się z nim rozstać i w zeszłym roku zabrałam je do siebie. Aby zmieścić je w 30 metrowej kawalerce musiałam wyburzyć ściankę działową”.

Fotografia z archiwum Xeni Uranovej.

„Jan Tadeusz Ebert urodził się w Warszawie w 1931 roku. Jest inżynierem elektronikiem, profesorem nadzwyczajnym i wykładowcą Politechniki Warszawskiej. Jest zasłużonym członkiem wielu organizacji badawczych i społecznych, był wielokrotnie nagradzany za osiągnięcia naukowe i dydaktyczne. Na kolorowych slajdach Jan Ebert zarejestrował swoje wakacyjne wyprawy rowerowe – od Bałtyku po Tatry – połączone z wędrówkami górskimi; wyprawy samochodowe «na dziko» po całej Europie, odbywane z ukochaną żoną i synami. W zdjęciach zawarty jest żywy i zachwycający zapis czasu drugiej połowy poprzedniego stulecia; urzekające kolory, ujęcia ludzi, miejsc, rzeczy. Fotografie pełne są nostalgii i romantyzmu podróży, a ciepłym relacjom rodzinnym towarzyszy ironia i humor niezbędny w czasach PRL-u”. Wybrana fotografia jest jedną spośród wielu z całego zbioru. Cała kolekcja opracowana przez artystkę w 2010 roku liczy około 3 tysiące negatywów i prezentuje fotografie autorstwa Jana Eberta z okresu od lat 50. do lat 80. XX wieku.

Niewytłumaczalna osobliwość fotografii rodzinnych.

Fotografia jest szczególna w swojej istocie, ponieważ posiada w sobie coś bardzo osobliwego, jakby spoza świata realnego. Jednym z takim elementów jest jej świetlistość. Światło jest koniecznym warunkiem powstawania fotografii, w końcu sama nazwa tej dziedziny oznacza dokładnie „rysowanie za pomocą światła”. Bez światła również w ogóle nie jesteśmy w stanie żadnych fotografii oglądać. Fotografia jest więc nie tylko rejestracją światła, ale również współczesnym promieniowaniem tego, co zostało już nakreślone w camerze obscurze.

Nie tylko jej świetlistość sprawia, że fotografia przykuwa naszą uwagę. To, co najbardziej nas fascynuje, jest tym czymś, czego nie jesteśmy w stanie sami sobie ani innym wytłumaczyć. Pewnie oglądając fotografie rodzinne, nie raz zastanawiamy się, co w nich jest takiego szczególnego, że nie przestajemy o nich myśleć? Czy to, co na nich widzę, jest też widoczne dla innych, czy tylko dla mnie? Zdarza się, że w tym kontekście doświadczamy bardzo intensywnie osobistych wrażeń, które sprawiają, że zwyczajne fotografie rodzinne stają się dla nas czymś bardzo wyjątkowym.

Temu tematowi przyglądał się również filozof Roland Barthes, który w fotografii rozróżnia studium i punctum* – dwa rodzaje doświadczenia wynikające z rozgraniczenia widzenia fotografii w sposób bardziej rzeczowy i bardziej indywidualny. Idąc tym tokiem myślenia, studium nazwiemy ogólną uwagę, którą poświęcamy fotografii, natomiast punctum nazwiemy wyjątkowy szczegół, który ma dla nas osobisty sens niepodzielny raczej z innymi osobami. Oglądając fotografie rodzinne, zdarza się więc, że przeżywamy coś, czym jesteśmy w stanie podzielić się z innymi, ale również coś, co istnieje tylko dla nas.

Historia rodziny jest czymś osobliwym, bo dotyczy nas samych, a jednocześnie jest uwarunkowana pamięcią innych osób. My sami jesteśmy więc elementem całości, o którym decyduje pamięć ludzi i pamięć fotografii. Jak pisał filozof Paul Ricoeur, na przeszłość jest tylko jeden sposób i jest nim pamięć*. Fotografia żyje ponad czasy tego, co przedstawia, a my jesteśmy kontynuacją tej pamięci. Podobnie pisał o tym filozof François Soulages, który stwierdził, że każda fotografia jest śladem przeszłości, który czyni z nas marzących ludzi starających się rozwikłać jakiś skomplikowany problem minionych czasów. Z jednej strony wierzymy, że poprzez fotografię uzyskamy odpowiedzi na powtarzające się pytania, z drugiej strony uświadamiamy sobie, że fotografia nigdy nie wróci nam tego, co już było*.

* R. Barthes, „Światło obrazu. Uwagi o fotografii”, Warszawa 2008.
* P. Ricoeur, „Pamięć, historia, zapomnienie”, Kraków 2006.
* F. Soulages, „Estetyka fotografii. Strata i zysk”, Kraków 2007.

Fotografie uczestników projektu:

Fotografia z archiwum Moniki Domaros.

„Zdjęcie przedstawia spotkanie rodzinne przy kawie. Mój starszy brat jest na rękach u babci, obok dwie starsze siostry. Przy stole ciocia z wujkiem

Fotografia z archiwum Aleksandry Graczyk.

„Dzieciństwo to niebezpieczny stan – głębokiej i asymetrycznej bezbronności i bezsilności, gdy nasze ciała i decyzje nie należą do nas w żaden znaczący sposób. Siły, które sprawują nad nami władzę, wydają się potężne i absurdalne, ich logika niezrozumiała. Niczym w horrorze – wszelkie próby oporu z góry skazane są na porażkę”. Wybrana fotografia jest częścią projektu „Daleko jeszcze?” zrealizowanego przez autorkę.

Fotografia z archiwum Kornela Kowalskiego.

„Jakieś 2 lata temu, będąc w domu moich dziadków w piwnicy, znalazłem stare negatywy mojego dziadka, Kazimierza Kowalskiego, nigdy dotąd nieskanowane. Postanowiłem sprawdzić, co się na nich znajduje. Zeskanowałem ponad 300 zdjęć i wśród tych, które zdecydowanie nie wyszły, znalazłem artystyczne perełki. Zagłębiając się w historię mojego dziadka, który nie żyje już kilka dobrych lat, dowiedziałem się, że w wolnych chwilach zawsze robił zdjęcia, nocami przesiadywał w zrobionej przez siebie ciemni w piwnicy. Nigdy nikt nie był zainteresowany jego twórczością, ani on też za bardzo się z nią nie wychylał. Wszystkie zdjęcia powstały w moim rodzinnym Cieszynie, lata to ok. 70./80./90., dokładne daty niestety są nieznane”. Wybrana fotografia stanowi element całej serii autorskiej.

Fotografia z archiwum Alicji Lesiów.

„Rok 2006 albo 2007, Środa Wielkopolska. Z tego, co opowiada mama, babcia ustawiła wszystkie wazony na podłodze tylko na potrzebę zrobienia zdjęcia. Cała ona”.

Fotografia z archiwum Olgi Mielnikiewicz.

„Zdjęcie ślubne babci i dziadka zrobione w atelier F. Met i H. Kowalczyk w Warszawie w lutym 1942 roku w czasie II wojny światowej. Babcia miała przed wojną narzeczonego, który wyjechał do Stanów Zjednoczonych i miał się tam urządzić i zabrać babcię, ale wybuchła wojna. Kiedy babcia otrzymała wezwanie z Arbeitsamtu do pracy w Niemczech, wyszła za mąż za dziadka, bo mężatek nie zabierano «na roboty». Eugenia miała 21 lat, a Czesław 30 lat. Portret ślubny dziadków wisi w moim mieszkaniu. Siadam czasem na podłodze naprzeciwko i patrzę na nich, pijąc kawę. Czasem wydaje mi się że schodzą z portretu i siadają na kanapie, a ja mogę zadać im wszystkie pytania. Ale częściej po prostu patrzę i próbuję coś wyczytać z ich oczu, co czuli i myśleli w dniu ślubu. Teraz zostały domysły i fantazje, bo byłam zbyt mała, aby coś z tego rozumieć i interesować się historią rodzinną na poważnie”. Oprócz wybranej fotografii autorka prezentuje więcej swoich materiałów z domowego archiwum w wersji internetowej.

Fotografia z archiwum Aleksandry Przybysz.

„Jest to zdjęcie, które dawno temu znalazłam w swoim domowym archiwum. Nie posiada żadnego podpisu, żadnej daty ani miejsca. Prawdopodobnie są to lata 50. lub 60. i fotografia była własnością mojej przedwcześnie zmarłej babki. Zmarła w wieku 30 lat. Odkąd je znalazłam, trzymam je w swoim notatniku i dopiero po jakimś czasie odkryłam postać trzeciej kobiety siedzącej po środku na podłodze. Wydaje mi się, że może to być moja babcia. Kocham tą fotografię, ma niesamowitą atmosferę, leniwego, tajemniczego popołudnia. Zawsze gdy na nią patrzę, ulatuję w świat fantazji, wręcz czuję zapach tamtego dnia”.

Fotografia z archiwum Marii Strzeleckiej.

„Zdjęcie pochodzi z 2004 albo 2005 roku, z czasów, w których całą rodziną mieszkaliśmy wspólnie – całą, czyli rodzice i trójka dzieci. Zdjęcia te wywołałam dopiero w 2016 roku. Przez kilkanaście lat film leżał w jednym z pudeł na strychu u moich dziadków, podpisanym «Marysia, Zakopane». Pudło należało do kategorii rzeczy zbyt cennych, żeby je wyrzucić, ale zarówno zbyt mało wartościowych, żeby przenieść je do nowego mieszkania, gdzie przeprowadzałyśmy się z mamą i z siostrą. Pudło przejrzałam dopiero latem 2016 roku, robiąc gruntowne porządki. Na zdjęciu są Zofia, Jadwiga i Jan Strzeleccy. Wzrok mojej babci, Jadwigi, sprawia, że całe to zdjęcie nabiera znaczenia. Jej wzrok pełen jest miłości, ciepła, wzruszenia, jednocześnie też ucieka, nie do końca wiadomo nawet w jaką stronę, ale jest bardzo wymowny”.

Fotografia z archiwum Barbary Woźniczki.

„Ul. Ogrodowa, Kraków, rok około 1993. Mojej prababci oszczeniła się wtedy suczka. Piesek, który jest trzymany przez moją mamę, żył chyba z 16 lat. Za moją mamą stoi mój pradziadek – Bronisław. To do niego Kuleczka była najbardziej przywiązana. Ze wspomnień z dzieciństwa pamiętam, że pilnowała, żeby na fotelu pradziadka nikt poza nim nie siedział, nie pozwalała się nam głaskać, tylko dla niego była milutka. Po jej śmierci dziadek nie chciał mieć więcej zwierząt”.

Jak zajmować się swoimi archiwami rodzinnymi w warunkach domowych?

Marcela Paniak

WPROWADZENIE

Prezentujemy Wam internetowy instruktaż „Jak zajmować się swoimi archiwami rodzinnymi w warunkach domowych”, który opracowała Marcela Paniak, kuratorka projektu „Archiwa rodzinne” realizowanego we współpracy z Fundacją Picture Doc.


Instruktaż zawiera informacje pomocne dla uczestników projektu wybranych przez kuratorkę oraz dla wszystkich innych osób pasjonujących się archiwalną fotografią rodzinną.

Instruktaż publikujemy w odcinkach, które są próbą odpowiedzi na pytania:

  • Co to są archiwa rodzinne?
  • Jak pozyskiwać materiały archiwalne w swojej rodzinie?
  • Jak dbać o fotograficzne archiwum analogowe?
  • Jak dbać o fotograficzne archiwum cyfrowe?
  • Jak dzielić się swoimi archiwami rodzinnymi?

 

 Przy opracowywaniu instruktażu autorka wykorzystała informacje publikowane przez:

 

* Centrum Archiwistyki Społecznej

(https://archiwa.org/, podręcznik „Archiwistyka społeczna”
https://archiwa.org/sites/default/files/files/Archiwa_spoleczne_podrecznik.pdf),

 

* Narodowe Archiwum Cyfrowe

(https://www.nac.gov.pl/, projekt „Archiwa Rodzinne Niepodległej”
https://www.nac.gov.pl/wiedza-i-edukacja/archiwa-rodzinne-niepodleglej/),

 

* Archiwa Państwowe

(https://www.archiwa.gov.pl/pl/, projekt „Archiwa Rodzinne Niepodległej”

https://archiwarodzinne.gov.pl/).

 

Fragmenty instruktażu są również opublikowane na stronie internetowej autorki:

www.marcelapaniak.com

fot. Marcela Paniak

Odcinek 1/5

Co to są archiwa rodzinne?

fot. Marcela Paniak

Archiwum rodzinne tworzone jest przez osoby z rodziny podczas codziennych działań w trakcie trwania wszystkich etapów naszego życia. Są to takie materiały jak: dokumenty osobiste, notatki, dzienniki, korespondencja, fotografie, nagrania audio i wideo oraz różnego rodzaju inne pamiątki związane z wydarzeniami dziejącymi się w życiu rodziny. Wszystkie te materiały są ze sobą powiązane poprzez towarzyszące im osobiste historie, które przypominają nam o naszych krewnych i o szczególnych chwilach. Wiadomo więc, że tego rodzaju materiały są niepowtarzalne dla każdej rodziny. To właśnie różnorodność archiwów rodzinnych stanowi o ich wyjątkowości.

Gromadzone przez nas pamiątki są dla nas ważne przede wszystkim ze względu na swoją wartość sentymentalną. Jednak oprócz tego, osobiste wspomnienia, stanowiąc pamięć jednostki konkretnych członków rodziny, współtworzą również pamięć zbiorową całej społeczności. Poszczególne historie rodzinnych losów, będące cenną informacją nie tylko na temat różnych aspektów życia rodziny, ale również regionu czy kraju, składają się na dzieje całej Polski, i tym samym świadczą o swojej wartości historycznej.

Warto wiedzieć, jak zajmować się archiwami rodzinnymi w warunkach domowych, aby pamięć o historii rodziny przetrwała dla następnych pokoleń. Główne działania związane z pozyskiwaniem, opracowywaniem, rozpowszechnianiem archiwaliów jesteśmy w stanie zrobić zupełnie samodzielnie. Jednak w każdym przypadku, w którym nie jesteśmy pewni, co zrobić z poszczególnymi archiwaliami, poprośmy o pomoc instytucje wyspecjalizowane w tej dziedzinie.

Odcinek 2/5

Jak pozyskiwać materiały archiwalne w swojej rodzinie?

Najbardziej powszechną sytuacją jest posiadanie materiałów archiwalnych w zbiorach swojej najbliższej rodziny, jednak warto również porównać je z tym, co posiada u siebie dalsza rodzina. Dla każdej osoby poszczególne pamiątki będą miały różne znaczenie – pozyskajmy dla siebie ich kopie, a oryginały pozostawmy ich właścicielom.

Oprócz rodziny, bliższej i dalszej, archiwalia związane z historią naszej rodziny będą też w szkołach, urzędach, archiwach państwowych i kościelnych oraz w innych instytucjach. Dodatkowe informacje znajdziemy na stronie internetowej https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/, która nakieruje nas na konkretne instytucje posiadające archiwalia związane z historią naszej rodziny.

Będąc w posiadaniu różnych materiałów archiwalnych, niezmiernie ważne jest, aby nie zostały one bez towarzyszących im historii. Zwłaszcza fotografie bez podpisów stają się w pewnym momencie bezużyteczne, jeśli nie wiemy, co przedstawiają. Zwykła wspólna rozmowa z rodzicami, babcią i dziadkiem, ciocią czy wujkiem, którzy pamiętają coś na temat historii poszczególnych fotografii, a nawet nagrywanie relacji z osobami z rodziny, pomogą zachować pamięć o rodzinie dla przyszłych pokoleń.

Jeśli zdecydujemy się nagrać relację audio lub wideo, pamiętajmy, że najważniejsza jest sama historia opowiadana nam bezpośrednio przez świadków historii. W momencie, w którym posługujemy się dyktafonem lub kamerą, zwróćmy uwagę na to, aby zachować naturalność rozmowy. Najlepiej spotkać się sam na sam w domu rozmówcy. Przed nagraniem sprawdźmy sprzęt oraz zorientujmy się, czy osoba, z którą rozmawiamy, wie, na czym będzie polegać nagranie. W trakcie nagrywania zagwarantujmy osobie mówiącej zarówno możliwość prowadzenia opowieści na swój własny sposób, jak i możliwość przerwania opowieści, w każdej chwili, w której sobie tego życzy. Po nagraniu zgrajmy plik na dysk komputera oraz zróbmy dwie kopie zapasowe, dołączając również metrykę z uwzględnieniem imienia i nazwiska osoby, z którą odbyliśmy rozmowę, a także miejsca i czasu spotkania. Takie nagranie będzie materiałem uzupełniającym inne pamiątki rodzinne, np. fotografie. Nie zapominajmy, aby cały czas utrzymywać kontakt ze świadkami historii.

Odcinek 3/5

Jak dbać o fotograficzne archiwum analogowe?

Pierwszym etapem pracy przy pamiątkach rodzinnych jest ich właściwe sklasyfikowanie. Wśród fotograficznych egzemplarzy archiwalnych wyróżnia się negatyw, diapozytyw, odbitkę fotograficzną, reprodukcję odbitki fotograficznej, jeśli nie ma oryginału, również kopię cyfrową fotografii oraz album fotograficzny. Elementarną czynnością jest zapoznanie się ze stanem zbioru archiwalnego. Jeżeli fotografie zostały już w jakiś sposób posegregowane przez inną osobę, zachowajmy taki stan, natomiast jeżeli nie ma żadnego klucza segregacji przejętych fotografii, sami o nim zdecydujmy. Kryteria systematyzacji ustala się według takich wyznaczników jak temat zaprezentowany na fotografiach, czas, miejsce, autor fotografii czy rodzaj materiału fotograficznego, a ich ostateczny wybór uwarunkowany jest unikalnym charakterem całego archiwum rodzinnego.

Drugim etapem pracy przy materiałach rodzinnych jest zapewnienie im właściwego środowiska, w którym są przetrzymywanie. Jednym z bardziej znaczących czynników jest utrzymanie stałych warunków otoczenia archiwaliów, czyli takich bez zmian temperatury, bez wahań jakości powietrza, bez ekspozycji na światło słoneczne. Decydujące dla zachowania jakości fotografii jest również ich przepakowanie ze starych oryginalnych opakowań producentów w nowe specjalne opakowania używane przez archiwistów. Korzystajmy tylko z atestowanych opakowań, które są dedykowane przechowywaniu fotografii. Przy pracy z fotografiami zawsze używajmy bawełnianych rękawiczek, aby nie zostawiać śladów rąk. Wszystkie te czynności przysłużą się trwałości przechowywanych fotografii.

Trzecim etapem pracy przy fotografiach rodzinnych jest ich inwentaryzacja, czyli czynność polegająca na opisaniu poszczególnych fotografii. Opis uwzględnia imiona i nazwiska osób znajdujących się na fotografiach, czas i miejsce wykonania fotografii, autora fotografii lub nazwę zakładu fotograficznego. Fotografie opisuje się ołówkiem, oznaczając ich numery na opakowaniu fotografii. Przy opisywaniu fotografii ponumerujmy każdą jednostkę fotograficzną oraz serie fotografii, wpisując numerację i nazwę całego zbioru, a także wszelkie dodatkowe informacje, w stworzony przez nas inwentarz. Numery i nazwy jednostek oraz serii są odzwierciedlane w nazewnictwie plików oraz folderów podczas digitalizacji fotografii.

Odcinek 4/5

Jak dbać o fotograficzne archiwum cyfrowe?

Fotografie oraz inne materiały archiwalne digitalizuje się po to, aby zatrzymać niekorzystnie działający na nie czas. Przy posiadaniu właściwego sprzętu jesteśmy w stanie digitalizować fotografie o dobrej jakości zupełnie sami, natomiast przy fotografiach o złej jakości opłaca się powierzyć pracę specjalistom. Sprzęt, którego używa się, aby przenieść obraz analogowy na obraz cyfrowy, to skaner fotograficzny (płaski z szybą na odbitki fotograficzne oraz ze specjalnymi ramkami na negatywy i slajdy) lub aparat fotograficzny. Przy digitalizacji oryginalny materiał analogowy jest nadal najważniejszy, ponieważ stanowi materialne świadectwo czasu, jednak materiał cyfrowy sprawdza się najlepiej w przypadku, w którym zależy nam na podzieleniu się fotografiami z innymi.

Oto kilka wskazówek, jak digitalizować fotografie:

  • Pracuj w zaciemnionym pokoju bez dodatkowych źródeł światła.
  • Używaj bawełnianych rękawiczek.
  • Pozbądź się kurzu z fotografii.
  • Wybierz właściwe parametry sprzętu, na którym pracujesz.
    • W przypadku skanera fotograficznego są to:
    • rozdzielczość (wystarczające będzie 3000 pikseli na krótszym boku, zachowując proporcjonalną ilość pikseli na dłuższym boku, przy klatce negatywu lub slajdu o wymiarach 36 x 24 mm), ilość bitów na kanał (48-bitowe RGB, skanując zdjęcia kolorowe, i 16-bitowa skala szarości, skanując zdjęcia czarno-białe), format pliku (bezstratny TIFF).
    • W przypadku aparatu fotograficznego są to:
    • rozdzielczość (wystarczająca będzie matryca 10 Mpix), ISO (im mniejsze, tym lepsza jakość, im większe, tym gorsza jakość), ogniskowa obiektywu (50–100 mm), format pliku (bezstratny RAW), przysłona (w przedziale 5,6–8), czas naświetlania (uzależniony innymi ustawionymi parametrami), aparat zawsze na statywie z obiektywem skierowanym z góry na dół w stronę fotografowanego przedmiotu, neutralne oświetlenie z dwóch stron (fotografując odbitki), podświetlarka (fotografując diapozytywy lub negatywy), równomierne oświetlenie obrazu.
  • Zachowaj margines wokół fotografii, aby widoczne były jej krawędzie.
  • Użyj jednolitego tła: białego, czarnego, szarego.
  • Digitalizuj z dwóch stron, a więc nie tylko awers, ale i rewers, jeżeli są nią nim jakiekolwiek informacje.
  • Pozostaw pliki wzorcowe TIFF/RAW bez zmian, natomiast ingeruj w obraz, pracując jedynie na kopiach plików JPG (kadrowanie, zmiana kontrastu, usuwanie niedoskonałości materiału fotograficznego).
  • Nazwij pliki numerami jednostek, a katalogi numerami serii, uwzględniając również nazwę całego zbioru.
  • Zrób dwie kopie zapasowe zdigitalizowanych fotografii i przechowuj je na dwóch dodatkowych niezależnych dyskach.

Zdigitalizowane fotografie stanowią również materiał, którym można podzielić się z innymi drogą internetową.

Odcinek 5/5

Jak dzielić się swoimi archiwami rodzinnymi?

Naturalnym jest, aby dzielić się fotografiami rodzinnymi przede wszystkim w swojej rodzinie. Zdarza się, że osoby z różnych części rodziny nie znają wszystkich fotografii związanych z ich historią. Wspólne spotkania z rodziną, podczas których oglądamy fotografie, to idealna okazja, aby jednoczyć się i tworzyć kultury więzi.

W przypadku, w którym mielibyśmy decydować się na publiczne rozpowszechnianie naszych archiwów rodzinnych w Internecie, niezmiernie istotne jest rozważenie kwestii prawnych. Materiały archiwalne z XX wieku są chronione prawem autorskim. Jeżeli pozyskane przez nas fotografie objęte są tą ochroną, nie wolno nam rozpowszechniać ich w Internecie i poza nim bez przyzwolenia właściciela praw autorskich lub bez działania w ramach prawa dozwolonego użytku. Oprócz tego istnieją również prawa ochrony wizerunku i prawa ochrony danych osobowych, które będą ograniczać nas w rozpowszechnianiu materiałów archiwalnych. Inaczej jest z materiałami archiwalnymi z domeny publicznej. Warto również zapoznać się ze stworzonymi w 2001 roku licencjami Creative Commons, będącymi rozwiązaniem na publikowanie fotografii w Internecie.

Jednym z pomysłów, który jest w stanie uratować pamięć o naszych fotografiach rodzinnych, jest dzielenie się nimi z archiwami społecznymi. Archiwa społeczne działają przy organizacjach pozarządowych i posiadają inny charakter niż archiwa państwowe. Gromadzą takie materiały archiwalne jak fotografie, zarejestrowane relacje ustne i pisemne oraz inne pamiątki, skupiając się głównie na historii życia codziennego zwykłych ludzi. Jedną z ważniejszych instytucji w tej dziedzinie jest Ośrodek Karta https://karta.org.pl/, która skupia wokół siebie projekty związane z archiwistyką społeczną z całej Polski.

O Autorce

Marcela Paniak – zajmuje się fotografią archiwalną w różnych aspektach. Jako doktorantka w Szkole Filmowej w Łodzi realizuje doktorat o relacji tożsamości z pamięcią w kontekście albumów rodzinnych. Dodatkowo pracuje w Filmotece Narodowej – Instytucie Audiowizualnym przy historycznych fotosach z polskich filmów. Jest również członkinią Związku Polskich Artystów Fotografików oraz Łódzkiego Towarzystwa Fotograficznego. W swojej działalności fotograficznej skupia się głównie na tym, co tradycyjne i współczesne, prawdziwe i fałszywe, profesjonalne i amatorskie, a w szczególności na wzajemnym konfrontowaniu tych tematów.

http://marcelapaniak.com